W dzisiejszej notce nie odpowiemy na pytanie, co zrobić, aby uporać się z tym problem, ale za to pokażemy wam czym można zająć nasz umysł, gdy już ten stan nas dopadnie.
1. Napisać piosenkę
Są różne szkoły i techniki, które pokazują w jaki sposób tworzyć muzyczne przeboje. Można zacząć od słów, można od muzyki - wszystko wedle preferencji i uznania. Możemy rozpocząć, na przykład, od poszukiwania słów, które się skleją jak Maria Peszek z super glue. Wystarczy trochę gimnastyki umysłowej. I nie dość, że po wszystkim nasz umysł jest bardziej senny, to dodatkowo otrzymujemy cudowny tekst.
Rozlałem pół kawy
choć niebyła zalana
tak bardzo w trupa
teatralna grała walca-
rkaNoego wypłynęła
w samotny rejs...
choć niebyła zalana
tak bardzo w trupa
teatralna grała walca-
rkaNoego wypłynęła
w samotny rejs...
Kiedy jesteśmy gotowi, poszukujemy formy muzycznej, która najlepiej odda uczucia, które towarzyszyły nam podczas pisania literek.
Analizując nasze dokonanie, stwierdzamy, że nasze psychodeliczne dzieło, zasługuje na równie epickie brzmienie. Nuty zaczynają się powoli rodzić nam w głowie i odczuwamy silną potrzebę wspomożenia się komputerem i instrumentami w celu oddania stworzonej głębi i przestrzeni muzycznej. Niestety, zdajemy sobie sprawę, że jest środek nocy i tak trochę nie wypada hałasować, szczególnie po ostatniej interwencji sąsiedzkiej...A łóżko zbyt silnie oddziałuje grawitacyjnie, żeby można się było z niego podnieść… No i tak w ogóle, to nasza wiedza muzyczna skończyła się na rysowaniu penisów na szcześciolinii zeszytu do muzyki. Cóż, z piosenką nam nie wyszło, ale skoro już odnaleźliśmy w sobie talent pisarski to...
2. Napisać notkę na bloga.
Grunt przy pisaniu, to mieć dobry pomysł na tekst. Powinien on być innowacyjny, barwny oraz poruszać ważny temat . Po chwili namysłu stwierdzamy, że po co jednak sobie życie utrudniać, przecież można po prostu podpieprzyć pomysł Northowi, co jest mile widzialne w środowisku blogerskim i cieszy się powodzeniem. Żeby daleko nie szukać, weźmy sobie jego pierwszy lepszy tekst. Na przykład taki ‘Dzień z życia hip-hopowca’ i przeróbmy - żeby nie było - na hmm… ’Dzień z życia producenta'. W końcu prawie zrobiliśmy piosenkę więc się już na tym znamy, wiemy to i owo o wzlotach i upadkach życia kompozytora. I tylko żeby nie było, i żeby było poprawnie polityczne, nazwiemy to follow-upem.
6:32 – Całkiem udana pobudka z miłymi dla ucha dźwiękami wiertarki sąsiada. Patrzę na szafkę. Niestety pusta, a kiedyś miałem fajny budzik z rysunkiem Myszki Mickey. Nadal nie wiem kto mi go podpierdzielił na ostatnim pidżama party, ale śledztwo ciągle w toku. Oglądałem 3 sezony CSI, więc znalezienie sprawcy to tylko kwestia czasu. Przewracam się na drugi bok.
10:12 – Ściągam z torrenta e-jayhip-hopa, czyli najlepszy program do robienia muzyki, na jakim pracują prawdziwi profesjonaliści. Obiecuję sobie, że jak się dorobię na muzyce, to kupię legalną wersję.
13:21 – Wszyscy wiedzą, że prawdziwy producent nigdy nie sampluje z mp3, dlatego pytam rodziców czy maja jakieś fajne stare nagrania. Ojciec podrzuca kasetę Skaldów. Nie wiem co to, ale myślę, że będzie grubo.
13:22 – Pytam ojca, gdzie się wsadza to ustrojstwo, ten służy chętnie pomocą.
.
.
13:25 – Eee... yyy… No, chyba starczy na dzisiaj tego słuchania staroci. Zresztą ziomek podrzucił link do nowego klipu 50 Centa. Jest bounce.
14:42 – Okazuje się, że Bolek z osiedla umie wybekać cały alfabet, myślę, że z ‘M do R’ zrobi się ładną pętlę.
15:26 – Siedzimy w Starbucksie ze znajomymi. Jeden ziomek myśli, że jest raperem… pfff… Chciałby,no, ale cóż… ale może coś z niego będzie. Tekst, który nam pokazał był nawet fajny. Tylko szkoda, że bez rymów, ale powiedział, że jeszcze dopisze.
15:55 – Do mojego ziomka podbijają jakieś podejrzane typy. Nie wiem jaki mają problem, ale wolę nie pytać. W każdym razie przypomniałem sobie, że zostawiłem żelazko na gazie, więc lecę szybko ratować chałupę.
Ziewamy, doszedłszy do wniosku, że dokończymy to rano, bo i tak najważniejsze szczegóły zapomnimy. Zaczynamy zastanawiać się jaki to ma sens i czy faktycznie chcemy iść w tym kierunku. Może zamiast pisać głupoty, lepiej pochwalić się czytelnikom swoim zajebistym gustem muzycznym i powiedziećim czego mają słuchać, bo przecież się nie znają i mają wąskie horyzonty. Tak, to zdecydowanie dobry pomysł… Tylko to trzeba jakoś jeszcze ładnie ubrać w słowa.
Tak więc najpierw trzeba zainteresować słuchacza. Wymyślamy jakiś chwytliwy tytuł, np. „Muzyczna podróż po Wielkiej Brytanii”. Następnie wymyślamy jakieś słowa w stępu mówiące, że WB to taka wyspa, i że poza Anglią jest tam też Szkocja i… No, resztę sobie tam przy okazji sprawdzimy na Wikipedii i dopiszemy. Jak już na niej będziemy, to sobie przy okazji wklejmy opis tego fajnego zespołu, co to nam się spodobał, bo przecież nie będziemy pisać, że "zespół jest fajny". Nie żebyśmy nie mieli nic więcej do powiedzenia na jego temat, ale przecież lepiej zostawić takie rzeczy profesjonalistom….
Tak więc najpierw trzeba zainteresować słuchacza. Wymyślamy jakiś chwytliwy tytuł, np. „Muzyczna podróż po Wielkiej Brytanii”. Następnie wymyślamy jakieś słowa w stępu mówiące, że WB to taka wyspa, i że poza Anglią jest tam też Szkocja i… No, resztę sobie tam przy okazji sprawdzimy na Wikipedii i dopiszemy. Jak już na niej będziemy, to sobie przy okazji wklejmy opis tego fajnego zespołu, co to nam się spodobał, bo przecież nie będziemy pisać, że "zespół jest fajny". Nie żebyśmy nie mieli nic więcej do powiedzenia na jego temat, ale przecież lepiej zostawić takie rzeczy profesjonalistom….
Budzi dzwonek… Znaczy się, dzwonek budzi… Whatever… Cholera, akurat kiedy zasnęliśmy, motyla noga…. No, ale skoro już wstaliśmy, to trzeba uwiecznić nasze dzieła z zeszłej nocy, póki jeszcze je pamiętamy. Otwieramy nasz emulator maszyny do pisania i... Tak. Wrzucamy po prostu linka z piosenką naszego zespołu i dopisujemy „fajna rzecz, sprawdźcie to”.
0 komentarze:
Prześlij komentarz