10. B.O.K. - W Stronę zmiany

"W Stronę Zmiany" w ogólnym rozrachunku mnie rozczarowało. Ta płyta momentami się dłuży i bywa szpetnie niespójna. Ale trzeba oddać jej sprawiedliwość - poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Bisz zaskakuje, bawi się zarówno formą jak i treścią, a niektóre numery to liryczne majstersztyki. Oer także nie stoi w miejscu - zmienia klimat swoich bitów równie często, co Onar swój image. Problem polega niestety na tym, że obaj panowie czasem z tym przesadzają. Kay zaś jest dla mnie zagadką do dnia dzisiejszego. Czasami słucha mi się go przyjemnie, ale bywają dni kiedy nie mogę znieść jego zawodzenia. Rzecz dziwna, ale prawdziwa. Nie zraźcie się jednak moim opisem - celowo skupiłem się na wadach, bo to przez nie mamy do czynienia z "jedynie" dobrą płytą.
9. Sokół i Marysia Starosta - Czysta Brudna Prawda
Według wielu osób jest to album roku. Ja do niego aż tak bardzo się nie przekonałem. Bity są specyficzne, nowoczesne, nie do końca w moim klimacie, chociaż przyznam, że mają w sobie to "coś". Szkoda, że Sokół sobie na nich nie radzi. Czasami stara się eksperymentować z flow i przyspieszać, ale to za mało. Treściowo od zawsze był raperem genialnym, ale pod względem skillsów dość daleko mu do czołówki. Technicznie jego zwrotki są zwyczajnie słabe, rymy bywają banalnie proste i wymyślone na siłę. Można mówić, że nie powinienem wymagać estetycznych fajerwerków od Sokoła, bo to nie ten rodzaj rapu. Nie zgadzam się. Od najlepszych zawsze wymagam najwięcej. A Marysia? Jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Może i nie powaliła mnie swoim głosem, ale między nią i Sokołem tworzy się mocna chemia, która intryguje słuchacza i nie pozwala oderwać uwagi od płyty. Rzeczywiście jest to duża dawka świeżości na naszym podwórku.
8. Fokus - Prewersje

Fokus w formie. Aż chciałoby się krzyknąć "nareszcie", ale z drugiej strony byłaby to spora niesprawiedliwość w stosunku do niego. Smok wyciągnął wnioski z tego, co było najbardziej krytykowane przy okazji solowego debiutu - warstwy brzmieniowej. Tym razem wybrał prawdziwe bitowe perełki od czołowych polskich producentów, do których nie można się przyczepić. Od strony MCingu także jest znacznie lepiej niż na "Alfie i Omedze". Fo skupił się bardziej na treści i emocjach, co zaliczam na duży plus. Zdarza się oczywiście parę wpadek (koszmarny refren w "Lubisz to", zbędne cuty w doskonałym "Lamencie"), nie zmienia to jednak faktu, że "Prewersje" to płyta zaskakująco równa i naprawdę dobra. Czekam na więcej.
7. Szad - 21 Gramów

Na te 21 Gramów przypada jakieś 200 kilo klimatu, którym można by bezproblemowo obdarzyć kilka innych płyt. Jest brudno, ale także przerażająco pięknie. Szad rapuje tak, jak nas do tego przyzwyczaił. Mocne flow i poważne, surowe, ale także plastyczne wersy. Klasa. A pod względem produkcji jest do dla mnie pozycja wybitna. Tylko cholera troszkę za długa. Gdyby parę numerów przerobiono na bitowe skity to nadal było by 21 tracków, a całość zyskałaby na odbiorze.
6. Te-Tris - Lot 2011

Broniłem tej płyty w mojej recenzji i będę robić to nadal. "Lot 2011" jest przesączony emocjami i przebojowością, a jego "replay value" jest dużo wyższy niż przy "Dwuznacznie". Osobom, które się nie przekonały do tego albumu, polecam dać mu jeszcze jedną szansę. A nuż tym razem załapie?
5. Tomasz Andersen - Wbrew Wskazówkom

Rzecz niesamowicie świeża, nieprawdopodobnie klimatyczna i cholernie satysfakcjonująca. Przy czym doskonale jej się słucha. Jeżeli jesteście ciekawi mojej pełnej opinii, zapraszam do recenzji.
4. Ten Typ Mes - Kandydaci na Szaleńców

To miejsce poza podium uznajcie jako "liść na odmułę" dla Mesa. Bo "Kandydaci na Szaleńców" to płyta znakomita. Ale mogła z łatwością być instant classicem, pozycją, która wciągnęłaby nosem wszystkie "albumy roku" z jakichś pięciu poprzednich lat. Nie stało się tak jednak przez dziwne pomysły Mesa. Od niepotrzebnego upstrzenia albumu niepasującymi klimatycznie numerami, przez podzielenie nierozerwalnej, fantastycznej całości na dwa CD i wmawianie wszystkim, że drugi krążek to tylko bonus, aż po niezrozumiałe ułożenie tracklisty i niepotrzebne gościnne zwrotki.
3. Medium - Teoria Równoległych Wszechświatów

Ten album tętni czystą miłością do rapu. Medium jest genialnym producentem i nieprzeciętnym raperem. Stworzył płytę spójną, dojrzałą, mądrą, dopieszczoną w najmniejszych szczegółach. Aż człowiekowi brakuje przymiotników, by wyrazić to, co o niej myśli.
2. Zeus - Zeus, jak mogłeś?

Zaskoczenie roku. Przyznam, że na początku za bardzo mi się nie spieszyło do sprawdzenia tej pozycji. Dopiero po wielu namowach postanowiłem ją przesłuchać i do tej pory ciężko mi się otrząsnąć z wrażenia jakie po sobie ta płyta pozostawiła. Nieprawdopodobna moc i energia. Genialna wyobraźnia i pomysły. Ten album jest tak bogaty, tak kolorowy i przejmujący, że podczas każdego odsłuchu czuję się jakbym oglądał jakiś dobry, trzymający w napięciu film. Według mnie Zeus stworzył dzieło wybitne. Koniec, kropka.
1. Łona i Webber - 4 i pół

Za to tutaj zaskoczenia chyba nie ma, prawda? Cóż, to jest Powrót Króli. Łona pokazał, że od strony lirycznej nie ma sobie równych w tym kraju, jeśli zaś chodzi o czyste skillsy, to z gracją i łatwością przedarł się do czołówki. Webber od zawsze był bardzo szanowanym producentem. Tutaj nam pokazał, że jak najbardziej zasłużenie. Nieustanny progres, próby stworzenia czegoś nowego to domena tego duetu. Z ręką na sercu - nie bawiłem się przy ich albumie tak pysznie, od czasu klasycznego "Nic Dziwnego". Wielkie brawa. Wielkie dzięki.
Wyróżniamy te same siedem płyt. Zazwyczaj w innej kolejności, ale jednak gust całkiem zbieżny.
OdpowiedzUsuń na zawszePropsy za zestawienie.
Mam wrażenie że te nasze blogerskie rankingi, z małymi wyjątkami, raczej się pokrywają. Nie ma zestawienia bez Zeusa, Łony, Mediuma, Sokoła (chyba u Ciebie najniżej ze wszystkich). Tylko ten nieszczęsny Tet tak różni..
OdpowiedzUsuń na zawszeKnS to JEST instant classic. :)
Jakoś tak patrzę na te wasze rankingi i patrzę no i mam pewien niedosyt. Gdzieś się tam wbija VNM, Szad czy Tet a ja czekam aż ktoś w końcu doceni DwaZera. Trudno...
OdpowiedzUsuń na zawszeZgadzam się w stu procentach. Kto doceni genialną "Płytę z czarnych płyt"? Gdzie się podział Rasmentalism? GADABIT? Genialny duet DJ Czarny/Tas z "Passion, Music, Hip-Hop"? Może nawet Hades, choćby dla samych genialnych bitów Galusa? Wzmianka o Huczu? Moim zdaniem wszystkie wymienione tytuły i wykonawcy takiego Szada zjadają bez problemu... Ale cóż, to tylko moja opinia: )
Usuń na zawszeKnS to nie jest instant classic. Ma wszystko oprócz Palca Bożego.
OdpowiedzUsuń na zawszehje, hje, moje też się będzie pokrywać - ale jeszcze nie czas - marzec będzie miesiącem podsumowania :) Ale wiele świeżości nie wniosę, będzie się pokrywać :) Ale Szada nie słuchałem, może błąd?
OdpowiedzUsuń na zawsze